Czy wiedzieliście, że pod koniec XIX wieku okolice Bogatyni gościły turystów z całej Europy, a jednym z głównych celów ich wypraw było... drzewo? I to nie byle jakie! Poznajcie historię „Harfy” – jodły (niektóre źródła podają świerka), który stał się legendą naszych stron.
Tak wyglądała harfa, zdjęcie "odświeżone" za pomocą SI
Dziś, podróżując między Białopolem a Sieniawką, rzadko zastanawiamy się nad tym, jak przebiegały dawne szlaki. Tymczasem ponad 150 lat temu w tamtejszych lasach rosła atrakcja przyrodnicza tak cenna, że ze względu na nią skorygowano przebieg nowo budowanej drogi, przesuwając ją bliżej czeskiej granicy. Wszystko po to, by nie musieć ścinać unikalnej jodły.
„Harfa” (niem. Die Harfe) była świerkiem o niezwykłym kształcie. Według badaczy, gdy drzewo było jeszcze młode, prawdopodobnie pod ciężarem mas śniegu, jego główny pień mocno się wychylił. Aby przetrwać i odzyskać równowagę, roślina zaczęła wypuszczać z pnia pionowe odnogi, które z czasem stały się osobnymi pniami.
Efekt był piorunujący: z jednego, wygiętego łukowato pnia wyrastało siedem pionowych wierzchołków. Całość do złudzenia przypominała gigantyczną harfę postawioną pośrodku lasu. Szacuje się, że drzewo miało około 200 lat i było prawdziwym fenomenem botanicznym.

Harfa w pobliżu Sommerau. Litografia na podstawie obserwacji z natury autorstwa G. Bertholda
Popularność „Harfy” eksplodowała w drugiej połowie XIX wieku, kiedy to turystyka pod Tatrami, w Karkonoszach czy Górach Żytawskich stała się modna wśród rosnącej klasy średniej. Drzewo z Białopola trafiło do prestiżowych przewodników, m.in. do wydanego w 1891 roku w Lipsku dzieła dr. Alfreda Moschkaua.
Właściciele tych ziem, rodzina von Einsiedel, szybko dostrzegli potencjał w niezwykłym świerku. W 1873 roku obok „Harfy” postawiono elegancką altankę, w której zmęczeni wędrowcy mogli odpocząć i podziwiać to dzieło natury. Miejsce to stało się obowiązkowym punktem wycieczek kuracjuszy z pobliskiego Opolna-Zdroju oraz miłośników przyrody z całych Łużyc.
Niestety, historia „Harfy” nie doczekała naszych czasów. Choć drzewo przetrwało topory drwali i plany inżynierów drogowych, nie poradziło sobie z potęgą żywiołu. W mroźną, styczniową noc 1898 roku region nawiedził potężny wicher. Słynna jodla, obciążona nietypową strukturą pni, nie wytrzymała naporu wiatru i została powalona.
Dziś po „Harfie” pozostały jedynie stare ryciny, pocztówki i wspomnienia w kronikach. Historia ta pokazuje jednak, że nasza gmina od zawsze kryła w sobie niezwykłe ciekawostki, które potrafiły zachwycić świat. Kto wie, może spacerując dzisiejszymi lasami w okolicach, natkniecie się na kolejny, rodzący się właśnie „cud natury”?
Źródło: archiwalne materiały udostępnione przez lokalnych pasjonatów historii z Towarzystwa Miłośników Ziemi Bogatyńskiej przy okazji katalogowania pomników przyrody w gminie Bogatynia