Kiedy 15 sierpnia 2025 roku w Bogatyni uroczyście przecinano wstęgę na nowo otwartym Kąpielisku Miejskim „Aquatynia”, w oficjalnych przemówieniach odmieniano słowo nowoczesność przez wszystkie przypadki.
Trudno się dziwić dumie decydentów, ponieważ współczesny kompleks basenowo-rekreacyjny oszałamia swoimi rozmiarami. Sam basen rekreacyjny oferuje aż 890 m² lustra wody o głębokości ponad 1,2 m, a na spragnionych wrażeń czekają 3 tory do pływania, dzika rzeka, armatki do masażu karku, parasole wodne, gejzery denne oraz ławeczka masująca. Do tego dochodzi potężna, licząca 295 m² strefa dla najmłodszych z brodzikiem i wodnym placem zabaw oraz 3 potężne zjeżdżalnie, w tym zakręcona Anakonda o długości 55 m i mrożąca krew w żyłach 16-metrowa zjeżdżalnia Kamikadze o nachyleniu aż 48%. Całość kosztowała astronomiczne 30–35 milionów złotych. Jednak wertując pożółkłe strony kroniki z epoki, można przeżyć prawdziwy szok poznawczy, ponieważ dokładnie w tym samym miejscu, ponad 115 lat temu, lokalna społeczność korzystała z obiektu, który choć skromniejszy w parki rozrywki, technologicznie i organizacyjnie rzucił współczesności potężne wyzwanie.
Za tamtym przedwojennym, cywilizacyjnym skokiem dawnego Reichenau stała 1 potęga, czyli rodzina Preibischów, właściciele lokalnego imperium włókienniczego. Ich podejście do biznesu i odpowiedzialności społecznej było bezkompromisowe, a zanim wybudowali basen, krok po kroku zmieniali całe oblicze miejscowości. Pod koniec 19 stulecia, w 1878 roku, firma C. A. Preibisch zauważyła, że dynamiczny rozwój przemysłu paraliżuje lokalną pocztę. Zamiast pisać petycje do rządu w Dreźnie, fabrykanci sami wyłożyli gotówkę, wybudowali okazały gmach pocztowy przy głównej ulicy, dorzucili mieszkanie dla naczelnika i oddali budynek państwu do użytku. W 1899 roku tajny radca handlowy Oscar Preibisch postanowił ucywilizować warunki treningowe tutejszego Towarzystnego Gimnastycznego, które od 1862 roku ćwiczyło bez profesjonalnego zaplecza. Wybudował dla nich monumentalną halę gimnastyczną, w której znalazła się 1 wielka sala ćwiczeń, nowoczesne garderoby, kompletny zestaw przyrządów oraz mieszkanie dla dozorcy dbającego o porządek. Kilka lat później, na Boże Narodzenie 1904 roku, bracia Preibisch sprawili mieszkańcom kolejny prezent, w pełni finansując i montując w miejscowym kościele ewangelickim instalację elektryczną. W 1906 roku ten sam Oscar Preibisch założył specjalną fundację swojego imienia, wpłacając na jej konto bajońską sumę 22 000 marek w obligacjach Rzeszy, aby wspierać ubogą, ale utalentowaną młodzież rzemieślniczą. Gdy gmina miała już prąd, nowoczesną pocztę, szkołę, fundację i halę sportową, przyszedł czas na publiczne kąpielisko.
I w tym miejscu dochodzimy do najciekawszego porównania, czyli starcia nowoczesnego zarządzania projektami z 19-wieczną solidnością. Droga do powstania współczesnej „Aquatyni” była wyjątkowo kręta i wyboista, a cała inwestycja trwała aż 8 lat, napotykając po drodze liczne opóźnienia, problemy z dokumentacją projektową oraz pozwoleniami na budowę. Tymczasem w sierpniu 1908 roku, tuż obok wspomnianej hali gimnastycznej, ruszyły prace ziemne pod budowę dawnego kompleksu imienia Preibischa. Przedwojenni budowlańcy, dysponując jedynie siłą ludzkich rąk, łopatami i końmi, uwijali się w tempie, które dla dzisiejszych firm inżynieryjnych brzmi jak science-fiction. Próbne napełnienie gigantycznej niecki nastąpiło już w listopadzie 1908 roku, czyli zaledwie po 3 miesiącach od wbicia pierwszej łopaty, a uroczyste, darmowe przekazanie obiektu pod zarząd gminy Reichenau odbyło się w czerwcu 1909 roku jako wielki dar jubileuszowy. Cały proces zajął fabrykantom niecały 1 rok, podczas gdy współczesna machina urzędnicza potrzebowała na to niemal 1 dekady.
Oczywiście pod względem powierzchni dzisiejsza „Aquatynia” ze swoim wielkim basenem rekreacyjnym dominuje nad dawną konstrukcją, jednak przedwojenny basen o wymiarach 35 m długości i 12 m szerokości również budził podziw, zwłaszcza że wzniesiono go z żelbetu, który wówczas dopiero rewolucjonizował światowe budownictwo. Lustro wody zajmowało 420 m², a cała niecka mieściła 520 m³ wody. Podczas gdy dzisiejszy basen stawia na rodzinną rekreację i bezpieczną, jednolitą głębokość 1,2 m, dawny obiekt był bezkompromisowym poligonem sportowym. Podzielono go za pomocą 2 grubych stalowych lin na 3 wyraźne sekcje, przeznaczone kolejno dla dzieci, dla dorosłych nieumiejących pływać z bezpieczną głębokością od 0,75 do 1 m oraz dla zaawansowanych pływaków, gdzie dno schodziło aż do imponujących 1,8–2,2 m. Zamiast relaksujących gejzerów i dzikiej rzeki, przedwojenni mieszkańcy mieli do dyspozycji 1 profesjonalną trampolinę do skoków oraz specjalne rusztowanie służące instruktorom do profesjonalnej nauki pływania.
Największy geniusz przedwojennych inżynierów tkwił jednak w systemie ogrzewania, który dzisiaj kosztuje krocie i wymaga skomplikowanej aparatury. W 1909 roku woda basenowa była pobierana ze stawu przy Górnym Młynie i tłoczona żeliwnym rurociągiem na dystansie 250 m. Rurociąg ten celowo poprowadzono przez zakładową elektrownię firmy Preibisch, a gdy dni robiły się chłodniejsze, uruchamiano 2, równoległy rurociąg dostarczający gorącą wodę bezpośrednio z fabryki. Dzięki temu zarządca mógł dowolnie podgrzewać wodę w basenie do komfortowej temperatury, wydłużając sezon letni. Ta sama gorąca woda zasilała luksusowy budynek umywalni o długości 8 m, gdzie zainstalowano 3 prysznice i 2 punkty poboru ciepłej wody do mycia mydłem. O higienę dbał genialny system hydrauliczny oparty na 7 otworach przelewowych w ścianach niecki, które na bieżąco usuwały zanieczyszczenia z powierzchni wody. Cały kompleks zajmował imponujące 1800 m², mieszcząc 20 prywatnych kabin, 4 otwarte hale wypoczynkowe, zadaszone stojaki na rowery, pokój ratownika oraz luksusowy park słoneczny ze starannie dobranymi drzewami i krzewami.
Trudno nie uśmiechnąć się z lekką ironią, gdy zestawi się te 2 historie. Kiedy współcześni oficjele dumnie przecinali wstęgę na „Aquatyni”, celebrując triumf technologii 21 wieku i wydanie 30–35 milionów złotych z publicznej kasy, z portretów w lokalnym muzeum z pewnością spoglądali na nich bracia Preibisch. Spoglądali, poprawiali cylindry i szeptali z uśmiechem, że ogromnie cieszą się z sukcesu dzisiejszych bogatynian, bo choć im, przy użyciu koni i wczesnej maszyny parowej, zbudowanie podgrzewanego basenu zajęło niespełna 1 rok i sfinansowali to w całości z własnej kieszeni, a współczesnym ze wsparciem funduszy i komputerów zajęło to 8 trudnych lat, to liczy się przecież efekt i miło jest po tak długim czasie powitać wszystkich z powrotem w 1909 roku. Pozostaje mieć nadzieję, że na kolejną rewolucję technologiczną nie będziemy musieli czekać kolejnego 1 stulecia.