Budynki przysłupowo-szachulcowe są ekologiczne, ciepłe i wytrzymałe (fot. A. Lipin)Czy "przysłupy" są wartością historyczną i kulturową, więc trzeba je ratować i ochraniać? Czy to raczej ruiny do rozbiórki? To kwestia decyzji kardynalnej

W niedzielę, 27 maja br., kolejny raz domy przysłupowe otworzą się dla mieszkańców Górnych Łużyc i turystów. W Bogatyni - uważanej przez wielu za "stolicę domów przysłupowych w Polsce" wydarzenie przebija się bardzo powoli. Właściwie dopiero po raz trzeci impreza jest obecna w mieście. Mieszkańcy zaś wciąż nie upatrują w tym dniu wyjątkowego święta.

Nie boję się stwierdzenia, że dopiero powódź z 2010 r. pomogła domom przysłupowym zaistnieć w szerszej dyskusji. Nasz apel skierowany do wojewody dolnośląskiego (wówczas Rafała Jurkowlańca - wieloletniego mieszkańca Bogatyni) odniósł skutek o tyle, że domami przysłupowymi zaczęto się interesować szerzej niż tylko w gronie akademików i miłośników regionu. Kiedy w połowie lat 90. XX w. wieku pisałem do "Biuletynu Turowa" o wyjątkowości domów przysłupowo-szachulcowych - traktowano temat podobnie do informacji o wielorybach w Miedziance.

Rosentahl - sąsiad Trzcińca - większość domów w wiosce to kwitnące domy przysłupowo-szachulcowe (fot. A. Lipin)Domy przysłupowo-szachulcowe jako niezwykle ciekawa spuścizna historyczna budzą wciąż skrajne emocje. Przybywa tych, którzy upatrują w nich jedynie prawdziwy, rodzimy zabytek, z którego Bogatynia mogłaby słynąć. Nadal jednak nie brakuje głosów, że to "kurne chaty" nie należy poświęcać im więcej uwagi niż tylko tyle ile trzeba na rozbiórkę.

Z tego kotła emocji i skrajnych spojrzeń wyłania się obraz niezbyt optymistyczny. Otóż mimo inicjatyw i zainteresowania mediów masowych, organizacji pozarządowych, władz regionalnych, a nawet centralnych - nadal domy przysłupowe niszczeją. Poza jednostkowymi przypadkami nie widać dla nich ratunku. Świadczy o tym choćby przetarg, który nie odbył się kilka dni temu, na jeden z domów przy ulicy Kościuszki 118 (Nie było chętnych na zabytek). Nie zgłosił się do niego żaden oferent. Czy to przypadek? Nie - taka sytuacja będzie się powtarzać. Po tym jak gmina sprzedała dwa domy zniszczone podczas powodzi ludziom od lat zaangażowanym w restaurację przysłupowego budownictwa, niektórzy nabrali wiary, że w taki sposób można będzie pozbyć się wszystkich domów. Że prywatni inwestorzy załatwią sprawę.

To się nie uda. Domy przysłupowe w Bogatyni to nie zamki nad Loarą. Nie da się we wszystkich urządzić restauracji, kawiarni, pensjonatów itd. Nie w Bogatyni, która nie jest wciąż atrakcyjną destynacją turystyczną. Zresztą to gmina najpierw powinna zainwestować w rozkwit Bogatyni jako miejsca godnego przyjazdu. Jak dotąd nie widać takich działań. Sprzedażą zrujnowanych domów, w które trzeba włożyć znaczne środki i wiele wysiłku nie rozwiążemy problemu. Dotacje Ministerstwa Kultury na remonty, które w liczbach bezwzględnych wyglądają na wysokie, załatwiają problem doraźnie. Dotacje miejskie skupiają się głównie na kościołach (Radni zdecydują o środkach na prace konserwatorskie - red.).

Aktualny stan jest po prostu jest schizofreniczny. Wielu ludzi popiera, mówi o unikatowej wartości "przysłupów" ale nie wiele idzie za tym konkretnych działań. Ci zaś, którzy działają (M. Pilszak czy E. Lech-Gotthard - lista jest okrutnie krótka) muszą się zmagać z ogromną ścianą przeciwności. Wszelkie pomysły na zainteresowanie mieszkańców "przysłupami" - choć bardzo cenne i potrzebne - nie dokonają cudu. To tylko dobry PR.

Nie wystarczy opowiadać o domach przysłupowych od wydarzenia do wizyty wojewodziny. Od wygrania grantu z funduszów europejskich do kolejnego programu z budżetu ministerialnego. Jakie są losy takiego "projektowego" działania widać choćby po serwisie internetowym Kraina Domów Przysłupowych. Skończyły się pieniądze - skończyła się Kraina (ostatnia aktualizacja 23 maja... 2011 roku!).

Domy przysłupowo-szchulcowe mogą się stać wielką atrakcją turystyczną - również w Bogatyni (fot. A. Lipin)Domami przysłupowymi trzeba się zajmować się na serio, szeroką ławą. Musi powstać silna koalicja, lobby. Domy przysłupowe potrzebują mądrego programu - kompleksowego i realnego. Z dobrym finansowaniem i odpowiedzialnymi wykonawcami. Nie są to mrzonki. Tylko wówczas będzie szansa uratować domy najcenniejsze architektonicznie, najlepiej zachowane, bądź też usytuowane w "najlepszych" lokalizacjach. Czyli takich, które są ważne dla zachowania układu urbanistycznego dawnej wsi górnołużyckiej. To choćby takie ulice jak 1 maja - historyczna oś Reichenau czy Główna w dawnym Markersdorf. Warto przy tej okazjo podkreślić, że ul. Waryńskiego - projektowany Bulwar Łużycki, albo Żytawski - nie posiada niestety ani unikatowych walorów, ani nie jest wyjątkowo urokliwa. Co oczywiście nie przeszkadza w jej rewitalizacji. Program "Ratujmy bogatyńskie przysłupy" powinien być wsparty solidnym finansowaniem z dużych publicznych funduszy. Jego realizacją powinna zająć się powołana do tego celu fundacja, z radą składającą się z fachowców: architektów, konserwatorów, historyków sztuki oraz urbanistów. Gromadziłaby fundusze przeznaczane na renowację tych domów i realizowała cele.

Nigdzie na świecie zabytki nie są bezpieczne w rękach zwyczajnych, niezamożnych ludzi. Takich cudów nie ma. Nie można wymagać od prostych ludzi mieszkających w cennych kulturowo domach (często czynszówkach) aby remontowali, dbali itd. zgodnie ze sztuką.

Należy mieć też świadomość, że część z tych domów musi zostać zwyczajnie rozebrana. Te które są w najgorszym stanie, bądź też zostały tak brutalnie potraktowane przez "gospodarzy", że nie ma czego uratować - trzeba poświęcić (a materiał rozbiórkowy wykorzystać w innych domach).

Gdyby jednak większość z domów odrestaurować, zrewitalizować, zająć się także ich elementarnym otoczeniem (ulice, latarnie itd.) - znajdą się chętni na wykup wielu z tych budynków. Dopiero wtedy można nakazywać ludziom dbanie o nie jak się przynależy zabytkom.

Czy w Bogatyni ma szansę powstać zaczyn programu ratowania "przysłupów"?

Arkadiusz Lipin

Dodano 26.05.2012 r., godz. 14.45:

W Swołowie powstał Muzeum Kultury Ludowej Pomorza

Otwarto je 25 maja 2012 r., a składa z ośmiu, znajdujących się na skraju Swołowa odrestaurowanych lub zrekonstruowanych budynków gospodarskich z przełomu XIX i XX w. - przykładów budownictwa szkieletowego.

"W Swołowie mieszka ok. 250 osób. Znajduje się tu ok. 70 szachulcowych budynków [!] z charakterystycznymi malowanymi na czarno, drewnianymi elementami konstrukcyjnymi ścian i bielonymi wapnem, glinianymi wypełnieniami. Z powodu takich rozwiązań budowlanych rejon nazywany jest Krainą w Kratę, a Słowowo jego stolicą."

(źródło: PAP)

Jak mówił dla Polskiego Radia Dawid Gonciarz (etnograf) całe Swołowo to wielki żywy skansen. Spacer przez malowniczą wieś jest atrakcją samą w sobie.

Zobacz: www.muzeum.swolowo.pl

W Markersdorf k. Goerlitz jest Muzeum Wsi Górnołużyckiej. Po polskiej stronie granicy podobnej placówki brak. W Bogatyni nie ma nawet wystawy poświęconej historii Górnych Łużyc i jego charakterystycznemu budownictwu. Od co najmniej 10 lat opisanie niektórych domów tablicami plenerowymi pozostaje tylko pomysłem...

A. Lipin

Kategoria: Aktualności

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Polityka cookies