Zdjęcie zeszłoroczne, zimno - też źle..., fot. punktpotrojny.blogspot.comNie byłem i nie widziałem. No to się wypowiem. Wypowiem się teraz, choć byłem i widziałem wtedy. Wtedy jeszcze miałem cień wątpliwości, teraz już go nie mam. Od wtedy właśnie. A dlaczego?

GreenPiS wlazł na chłodnię po raz drugi. Podobnie jak za pierwszym miał odstawić spektakularne przedstawienie, podobnie jak za pierwszym nic z tego nie wyszło, jak wtedy i teraz zleźli bez odegrania gwoździa programu. Gwóźdź nie zrealizował się z powodów identycznych jak poprzednio, raz to był wiatr i zimnica, teraz z kolei przeszkodą była aura wymarzona w razie pierwszym która to w drugim przypadku, wczorajszym, sprawiła że nic na chłodni po raz kolejny nie zawisło. Piękna, bezwietrzna pogoda. Czytaj - „upał”. Czytaj - „nie było odpowiedniej pogody”. Nie czekali do wieczora, aż się ochłodzi. Ani nawet do wczesnego ranka, kiedy rześko i spokojnie.

Czytaj dalej - „nie wnieśli tobołów na górę, bo im je zabrano”. Determinacji nie widać nic a nic.

Kiedyś, przed razem pierwszym, uważałem aktywistów Greenpeace za oddanych sprawie brodatych zapaleńców. Jakiej to sprawie to już było mniej istotne, tak mało istotne jak bardzo daleko było mi do tejże istoty rzeczy. Wystarczyło widzieć w przekazach sposób, formę działania, cel i środki. Bajer. Serce rośnie. Rosło aż do razu pierwszego, na naszym podwórku. Weszli to oni na chłodnię Turowa i się zaczęło...

Ludki na chłodni „coś” mają zrobić. Rzecznik to „coś” musi wytłumaczyć. Media zjechały, czekają. Część ekipy śpi w samochodach. Rzecznik wspomina, że się nie orientuje tak do końca. Odsyła gdzieśtam. Wygłasza dyrdymały. Dziennikarki młodziutkie z radia „Bzdet” zadają niewiarygodnie głupie i naiwne pytania. Nie mają pojęcia o co chodzi. Nie interesują się zbytnio. Wrażenie mam, że przyjechali tu tylko do pracy. Pracy za płacę – i to niezłą. Nie widzę ideologicznego zacięcia. Krążą, robią dobrą minę do złej gry. Czekają na koniec akcji. Plany urlopowe mają. Zlecenia pewnie też.

Po raz kolejny przyczepili się do Turowa. Tym razem na tapecie przedwczesne zgony spowodowane działalnością tegoż podmiotu. Liczba nieżywych imponująca. Źródła i podstawy tej hekatomby mało czytelne. Może chodzi o przetworzoną żywność? Może o samochody, także te którymi przyjechali? Może o miliony gospodarstw domowych ogrzewających się węglowymi piecami? Albo o wypadki drogowe? A może o cementownie, rafinerie, czy fermy drobiu?

Ciężko zgadnąć, dramatycznie miało być – ale nie wyszło. O co może chodzić w rzeczywistości?

O kasę. Nieprzypadkowo wybrali akurat Turów. Nieprzypadkowo akurat teraz. Nieprzypadkowo w tej akurat sytuacji. Dostali (jak sądzę) zlecenie za duże pieniądze, by taką akcję przeprowadzić akurat tu i teraz. Uderzyć w odsłonięte podbrzusze. Zmusić do kupowania energii za granicą. Komu się to opłaca?  To chyba jasne dla każdego, kto interesuje się światem w stopniu podstawowym. Tak samo jasne jest, że wygłaszane teorie o przechodzeniu na energię odnawialną to bzdury bez podparcia. Jak też to jest oczywiste, że na Turowie stoi cały nasz region. Bez Turowa niemalże wszyscy pójdą na "zieloną trawkę".

Tak naprawdę, to "zielona energia" nie istnieje. Sądzę, że panowie aktywiści doskonale o tym wiedzą. Wiedzą też doskonale o tym, że na pieprzeniu głupot można zarobić sporo. Pieprząc głupoty można sporo namieszać. W czyimś wymiernym interesie.

Edit: jeszcze wspomniane było o tym, co może być i co dzieje się równolegle - Sen. Czytaj tu.

Pitfall
punktpotrojny.blogspot.com

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.