Dziś, 1 lipca 2025 roku, mija dokładnie 64. rocznica wydarzenia, które na zawsze zmieniło krajobraz komunikacyjny Ziemi Bogatyńskiej. Tego dnia w 1961 roku oficjalnie zawieszono kursy pasażerskie na linii kolei wąskotorowej, która przez ponad siedem dekad była krwiobiegiem regionu. Jej historia to opowieść o rozwoju, wojnie, odbudowie i wreszcie – o ofierze złożonej na ołtarzu przemysłu, któremu sama służyła.
"Wykolejenie" bogatyńskiej lokomotywy, rok 1970, fot. Bogatynia Galeria Fotografii pokolorowane współcześnie
Od Cesarstwa do Polski Ludowej
Początki kolejki sięgają czasów niemieckiego Reichenau. Pierwsze jazdy próbne na nowo wybudowanej trasie odbyły się 22 października 1884 roku. Ich pomyślny wynik sprawił, że już 11 listopada 1884 roku wyruszył w trasę pierwszy oficjalny skład, pokonując dystans 12,11 km do Zittau (Żytawy). Jak odnotowują kroniki, wydarzeniu nie towarzyszyły żadne wielkie uroczystości – kolejka od początku miała być przede wszystkim funkcjonalna.
Sercem linii stał się budynek dworca głównego przy ówczesnej Bahnhofstraße (niem. ulica Dworcowa), czyli dzisiejszej ulicy Daszyńskiego w Bogatyni. Nie był to może okazały gmach, lecz skromna i doskonale wkomponowana w otoczenie stacja. Mieściła wszystko, co potrzebne podróżnym: kasę biletową, poczekalnię i toalety. Z czasem pojawił się nawet kiosk gastronomiczny. W budynku znajdował się również urząd celny i magazyn spedycyjny. Rozbudowany plac kolejowy z peronem, parowozownią, obrotnicą i bocznicami świadczył o randze i znaczeniu tej linii dla lokalnej społeczności i gospodarki.
Powojenny rozdział i służba dla "Turowa"
Po II wojnie światowej i włączeniu tych ziem do Polski, kolejka zyskała nowe życie. Stała się kluczowym elementem transportu dla prężnie rozwijającego się zagłębia turoszowskiego. W czasach, gdy transport drogowy nie był jeszcze tak rozwinięty, to właśnie wąskotorówka, często nazywana "Kolejką Turoszowską", dowoziła tysiące pracowników do Kopalni Węgla Brunatnego "Turów" i nowo powstałej elektrowni. Pociągi, sunące przez Bogatynię, Turoszów i zatrzymujące się na stacji Sieniawka, tętniły życiem, stając się symbolem powojennej odbudowy i industrializacji regionu.
Ostatnie akty na srebrnym ekranie
Mało kto dziś pamięta, że tuż przed swoim końcem, kolejka zagrała swoją ostatnią, nostalgiczną rolę. W 1961 roku w Bogatyni i okolicach gościła ekipa filmowa na czele z wybitnym reżyserem Wojciechem Jerzym Hasem, która realizowała film "Złoto". Kolejka wąskotorowa i jej charakterystyczne wagoniki stały się ważnym elementem scenografii, tłem dla opowiadanej historii. Film, który miał premierę w 1962 roku, niechcący stał się unikalnym dokumentem, uwieczniając ostatnie miesiące funkcjonowania linii, jej atmosferę i krajobraz, który wkrótce miał bezpowrotnie zniknąć.
Węgiel zwyciężył parę
Paradoksalnie, przemysł, któremu kolejka tak wiernie służyła, stał się przyczyną jej upadku. Gwałtowna rozbudowa odkrywki KWB "Turów" wymagała coraz większych połaci terenu. Tory kolejowe, które przez lata wiozły górników do pracy, stanęły na drodze potężnych koparek. Decyzja była nieunikniona. 1 lipca 1961 roku zawieszono ruch pasażerski.
Krótki epilog i bunt maszyny
Jednak, jak informują i wspominają starsi mieszkańcy Bogatyni, data 1 lipca 1961 roku nie oznaczała absolutnego końca wszystkich przewozów pasażerskich. Przez około dwa kolejne lata na ocalałym odcinku z Bogatyni do Sieniawki kursował jeszcze niewielki wagon spalinowy. Pojazd ten, pieszczotliwie i z pewnością nieco na wyrost nazywany przez lokalną społeczność „Luxtorpedą”, stanowił ostatnie kolejowe połączenie dla mieszkańców regionu.
Prawdziwie symboliczny koniec nadszedł jednak nieco później i zapisał się w lokalnych opowieściach jako ostatni akt dramatu bogatyńskiej ciuchci. Jak głoszą wspomnienia (na wspomnianym profilu Bogatynia Galeria Fotografii), maszyna do samego końca miała pecha, a może... charakter. Na zakończenie swojej służby wykoleiła się. Gdy próbowano ją wywieźć z Bogatyni na lawecie, ta spadła z przyczepy i to w miejscu nieprzypadkowym – tuż obok kościoła. Wśród mieszkańców do dziś krąży opowieść, że nie był to zwykły wypadek, lecz bunt maszyny przeciwko likwidacji. Ostatni, desperacki sprzeciw wobec swojego losu... a mówią, że maszyny to ustrojstwo bez duszy.
Utracone dziedzictwo na tle sąsiadów
Dziś po dawnej świetności w Bogatyni nie zostało wiele – budynek stacji przy ulicy Daszyńskiego pełni inne funkcje, a ślady po torowisku zatarł czas i działalność kopalni. Smutny obraz bogatyńskiej straty potęguje porównanie z losem podobnych linii tuż za granicą. Po niemieckiej stronie, w pobliskiej Żytawie (Zittau), do której pierwotnie docierała kolejka z Reichenau, siostrzana Zittauer Schmalspurbahn nie tylko przetrwała, ale do dziś stanowi jedną z największych atrakcji turystycznych regionu, wożąc tysiące pasażerów w Góry Żytawskie.
Podobnie po stronie czeskiej, gdzie na dawnych, zlikwidowanych liniach wąskotorowych, takich jak trasa z Frýdlantu do Heřmanic, co rusz pojawiają się inicjatywy społeczne. Aktywiści i samorządowcy walczą tam o odnowienie historycznego torowiska lub, jako alternatywę, o stworzenie w jego miejscu popularnej ścieżki rowerowej, która ocaliłaby historyczny szlak dla turystów.
Cicha rocznica zamknięcia bogatyńskiej linii jest więc nie tylko przypomnieniem o cenie postępu, ale także gorzką refleksją nad utraconą szansą na zachowanie wyjątkowego dziedzictwa technicznego, które z powodzeniem pielęgnują nasi niemieccy i czescy sąsiedzi.
Opisy zaczerpnięto z www.bogatynia.dwr.pl.