31 grudnia 1787 roku, około szóstej rano, w dawnej Bogatyni wybuchł pożar, który strawił dwa sąsiadujące gospodarstwa. Za jego wzniecenie odpowiadać miała służąca Anna Rosina Schwarzbach. Ponad dwa i pół roku później wykonano na niej wyrok śmierci. Dawna kronika pozwala powiązać tę historię z okolicą dzisiejszego Parku Preibischa.
Grafika ilustracyjne wygenerowana komputerowo (SI)
Dziś to miejsce kojarzy się z zielenią, spacerami i historią dawnej przemysłowej Bogatyni. Pod koniec XVIII wieku krajobraz wyglądał jednak zupełnie inaczej. W Reichenau, jak nazywała się wówczas miejscowość, stały gospodarstwa, domy mieszkalne i budynki gospodarcze, a ogień mógł w krótkim czasie obrócić w popiół dorobek całej rodziny.
Jedna z najciemniejszych opowieści z tamtego okresu dotyczy pożaru, który wybuchł w ostatni dzień 1787 roku. Jej bohaterką była Anna Rosina Schwarzbach, służąca pochodząca z Seitgendorf. Według dawnej kroniki to ona wznieciła ogień, który zniszczył dwa sąsiadujące gospodarstwa. Kilka lat później miała zostać stracona w pobliskim Ostritz.
Wydarzenie odnotowano w kronice Reichenau, w książce Ludwiga Engelmannа Geschichte von Reichenau, wydanej w 1930 roku. Zapis jest wyjątkowo konkretny. Pożar wybuchł 31 grudnia 1787 roku, około godziny szóstej rano, w gospodarstwie Johanna George’a Hillschera, rolnika mieszkającego w Dolnej Wsi, określanej w niemieckim tekście jako Niederdorf.
Ogień strawił jego dom mieszkalny i zabudowania gospodarcze, a następnie zniszczył również sąsiednią posiadłość Gottlieba Spänicha. Kronikarz podał także numery posesji oraz nazwiska późniejszych właścicieli: gospodarstwo Hillschera oznaczono jako numer 47, później należący do spadkobierców Rollego, natomiast posesję Spänicha jako numer 46, później należący do Ernsta Englera.
Te szczegóły są ważne nie tylko dla rekonstrukcji samego pożaru. Pozwalają również szukać jego miejsca na mapie współczesnej Bogatyni.
Z historią gospodarstwa Spänichów wiąże się późniejszy rozdział dziejów tej części miasta. W 1871 roku Carl August Preibisch kupił sąsiadujące gospodarstwo rodziny Spänichów, aby przekształcić przyległe pola w ogrody. Z czasem powstało tam założenie parkowe związane z rezydencją rodziny Preibischów, a na jego terenie znajdowała się między innymi palmiarnia.
Obszar ten jest dziś częścią Parku im. C.A. Preibischa w Bogatyni. Dzięki temu dawną historię można powiązać z konkretnym fragmentem współczesnego miasta: okolicą, która przed powstaniem reprezentacyjnych ogrodów miała wiejski charakter i była zabudowana gospodarstwami.
Nie oznacza to jednak, że można wskazać dokładne miejsce pożaru na dzisiejszym planie miasta. Kronika podaje historyczne numery posesji i nazwiska właścicieli, ale nie zawiera współczesnych adresów. Bez zestawienia dawnych numerów z mapą katastralną nie da się bezspornie ustalić, gdzie dokładnie stał dom Hillschera i jak przebiegały granice obu spalonych gospodarstw.
Można natomiast powiedzieć, że pożar z 1787 roku dotknął gospodarstwa w Dolnej Wsi, a posiadłość Spänichów została później włączona do historii terenu, na którym rozwinęło się założenie parkowe Preibischów. To właśnie ten związek sprawia, że opowieść sprzed ponad dwóch stuleci nabiera lokalnego wymiaru.
Kronika przytacza również obszerniejszą relację z dawnych zapisków określanych jako Memor. Reichenaus. Wynika z niej, że podejrzenia o wzniecenie ognia szybko padły na służącą Hillschera, Annę Rosinę Schwarzbach.
Kobietę zatrzymano jeszcze w dniu pożaru. Według zapisu 2 stycznia 1788 roku przewieziono ją do klasztoru St. Marienthal, gdzie została przesłuchana. Miała przyznać się do trzech prób podpalenia, podejmowanych — jak zapisano po niemiecku — „aus Bosheit”, czyli ze złośliwości lub złej woli.
Pierwsze dwie próby miały się nie powieść. Przy trzeciej Schwarzbach miała wyjść z płonącym łuczywem i wsunąć je do otworu pieca chlebowego. Tym razem ogień miał się rozprzestrzenić.
Kronika nie wyjaśnia jednak, co skłoniło kobietę do takiego postępowania. Nie podaje jej wieku, nie opisuje ewentualnego konfliktu z pracodawcą ani nie wskazuje konkretnej przyczyny. Nie ma też podstaw, by dopisywać jej osobiste dramaty czy motywy, których źródło nie wymienia.
Najbardziej ponury fragment tej historii dotyczy kary. Według kroniki sprawę kierowano do kolejnych instancji, a pierwsze dwa orzeczenia miały przewidywać śmierć przez spalenie. Trzecie miało rozstrzygnąć, że kobieta zostanie ścięta mieczem, a następnie jej ciało zostanie spalone na stosie.
W tym miejscu autor źródła dwukrotnie zastrzega jednak „wie man hört” — „jak słychać” lub „jak się mówi”. To ważne: kronikarz nie przedstawia szczegółów kolejnych wyroków jako bezspornie potwierdzonych. Należy zatem traktować je jako relację przekazaną w dawnym zapisie, a nie jako niezależnie zweryfikowany protokół sądowy.
Kronika podaje, że egzekucję wykonano 10 września 1790 roku w Ostritz, położonym dziś po niemieckiej stronie granicy. Wspomina również o spaleniu ciała skazanej. Nie znamy natomiast jej ostatnich słów ani innych szczegółów egzekucji, dlatego nie ma podstaw, by odtwarzać je w formie dramatycznej sceny.
Historia Anny Rosiny Schwarzbach ma wszystkie elementy mrocznej opowieści: pożar w zimowy poranek, dwa zniszczone gospodarstwa, służącą oskarżoną o podpalenie i wyrok śmierci wykonany w sąsiednim miasteczku. Jej dodatkowy wymiar polega na tym, że można ją powiązać z miejscem, które współcześni mieszkańcy Bogatyni znają jako Park Preibischa.
Trzeba jednak pamiętać, że to przede wszystkim opowieść zachowana w dawnej kronice. Podstawą jest fragment książki Ludwiga Engelmannа Geschichte von Reichenau z 1930 roku, na stronie 329, przytaczający również wcześniejsze zapiski. Nie dysponujemy tutaj kompletem akt sądowych, które pozwoliłyby niezależnie potwierdzić wszystkie szczegóły. Sam kronikarz sygnalizuje niepewność w opisie kolejnych wyroków.
Nie znamy też dokładnego współczesnego adresu spalonych domów. Numery 46 i 47 odnoszą się do historycznej numeracji posesji, a powiązanie gospodarstwa Spänichów z późniejszym Parkiem Preibischa nie wystarcza, by wskazać konkretną działkę.
W Halloween warto więc spojrzeć na park i jego okolice jak na przestrzeń, w której nakładają się kolejne warstwy historii. Zanim pojawiły się ogrody fabrykanckiej rodziny, były tu gospodarstwa i ludzie, których losy przetrwały w starych zapisach. Jedna z tych relacji prowadzi do zimowego poranka 1787 roku i Anny Rosiny Schwarzbach — kobiety, której historia do dziś pozostawia pytania, na które nie wszystkie odpowiedzi udało się odnaleźć.
Źródło: Ludwig Engelmann, Geschichte von Reichenau, 1930, s.