Czy kluczowe decyzje dla przyszłości Bogatyni zapadają na miejscu, czy poza granicami naszej gminy? To pytanie, które zadaje sobie Wojciech Dobrychłop, były kandydat na burmistrza, a ostatnio ubiegający się o stanowisko dyrektora OSiR. W obliczu odmowy udostępnienia informacji publicznej przez obecnego burmistrza Wojciecha Dobrołowicza, Wojciech Dobrychłop skierował skargę do Rady Miejskiej, stawiając czoła lokalnym władzom w walce o jawność.

Fot. bogatynia.info.pl

Punktem spornym stała się prosta, zdawałoby się, kwestia: gdzie mieszkają osoby sprawujące najważniejsze funkcje w bogatyńskim magistracie? Wojciech Dobrychłop zwrócił się z prośbą o podanie miejscowości zamieszkania burmistrza, jego zastępców, prezesów miejskich spółek, członków rad nadzorczych, dyrektorów, sekretarza, skarbnika i naczelników. Zamiast szybkiej odpowiedzi, spotkał się jednak z odmową, uzasadnioną rzekomą ochroną danych osobowych i koniecznością przetworzenia informacji.

Wojciech Dobrychłop oskarża burmistrza o bezczynność i celowe wydłużanie procedury. Zgodnie z Ustawą o dostępie do informacji publicznej, urząd ma 14 dni na udostępnienie danych. Zamiast tego, burmistrz poprosił o doprecyzowanie wniosku i jednocześnie od razu wydłużył termin odpowiedzi. Jak twierdzi Wojciech Dobrychłop, taka taktyka narusza podstawowe zasady postępowania administracyjnego, które mają służyć obywatelom, a nie utrudniać im dostęp do wiedzy o władzy.

Wojciech Dobrychłop podkreśla, że proste ustalenie miejscowości zamieszkania dla kilkunastu osób to żadna "informacja przetworzona", która wymagałaby dużego nakładu pracy urzędników. Zwraca uwagę, że ustawa chroni prywatność, ale nie w sposób, który blokuje dostęp do informacji o osobach publicznych. Sama miejscowość, bez podawania ulicy czy numeru domu, nie narusza prywatności w stopniu, który usprawiedliwiałby odmowę.

Dlaczego ta informacja jest tak ważna?

Wojciech Dobrychłop argumentuje, że poznanie miejscowości, z których pochodzą kluczowe osoby w lokalnym samorządzie, ma szczególne znaczenie dla interesu publicznego. W małej, 20-tysięcznej gminie, jest to kluczowe dla oceny transparentności polityki kadrowej. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy osoby, które decydują o ich przyszłości, są lokalnie zakorzenione i rozumieją specyfikę gminy, czy też są to „zewnętrzni” decydenci. Taka wiedza buduje zaufanie publiczne i umożliwia społeczną kontrolę nad władzą.

Sprawa nabiera rozpędu. Komisja Skarg i Wniosków Rady Miejskiej Bogatyni ma rozpatrzyć skargę Wojciecha Dobrychłopa na posiedzeniu zaplanowanym na 1 września 2025 roku, o godzinie 15:30. Los skargi, a co za tym idzie, transparentności w bogatyńskim urzędzie, leży teraz w rękach radnych.

Cała ta sytuacja jest przestrogą i jednocześnie testem dla lokalnych władz. Czy postawią na jawność i zaufanie społeczne, czy będą dalej chować kluczowe informacje przed mieszkańcami? Nadchodząca komisja i jej decyzja może pokazać, jakiego rodzaju samorząd mamy w Bogatyni.

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.