W świecie zdominowanym przez idealne obrazy i nieustanną presję doskonałości wiele kobiet traci wiarę we własne piękno. Istnieją jednak artyści, którzy swoim obiektywem potrafią uchwycić znacznie więcej niż tylko wizerunek – wydobywają na światło dzienne duszę, emocje i ukrytą siłę.
Dorota Ciunel, fot. arch. pryw.
Rozmawiamy z fotografką Dorotą Ciunel, dla której sesja sensualna to nie tylko zbiór zdjęć, ale intymna podróż w głąb kobiecości. W jej pracowni nie liczą się standardowe kanony piękna, lecz autentyczność, zaufanie i uczucia. To artystka, która twierdzi, że nie ma kobiet niefotogenicznych, a jej "czary-mary" sprawiają, że uczestniczki jej sesji zakochują się w sobie na nowo.
Zapraszamy do rozmowy o tym, jak powstaje fotografia, która staje się lustrem dla duszy, o przełamywaniu barier, sztuce niedopowiedzenia i niezwykłej mocy, jaką daje spojrzenie na siebie z miłością i akceptacją.
bogatynia.info.pl: Wiele kobiet uważa, że nie są fotogeniczne. Jak udaje Ci się przełamać ich obawy i sprawić, żeby czuły się swobodnie i pewnie przed obiektywem, zwłaszcza w tak intymnym gatunku fotografii, jakim jest fotografia sensualna?
Dorota Ciunel: Banalne stwierdzenie: „Nie ma brzydkich kobiet, są tylko fatalni fotografowie”, jest transparentem tego, co robię. Kiedy jestem świadoma wszystkich swoich wad (a mam ich mnóstwo!), czuję i widzę potrójnie.
Czymże więc są obawy przed obiektywem, jeśli nie lękiem przed obnażeniem swoich słabości? Skoro sama nie jestem doskonała, a potrafię dostrzegać piękno, to dlaczego miałabym nie powielać tego, co widzę, pomijając w fotografii właśnie te mankamenty? Kobiety to wyczuwają – czują, że mogą przy mnie „wszystko”, że właśnie przy mnie będą piękne.

Mówisz, że wydobywasz z kobiet ich „kobiecość”. Co to dla Ciebie oznacza w kontekście fotografii i jakie emocje chcesz uchwycić na swoich zdjęciach, aby osiągnąć ten efekt?
Kobiecość jest wszystkim tym, co w duszy każdej z nas gra. Dla jednej będzie to spojrzenie, dla innej uśmiech, a dla jeszcze innej – sam fakt odsłonięcia ramienia. Kobiecość nie ma wymiaru, dla każdej z nas jest czymś innym, choć przyświeca nam ta sama myśl: wyglądać pięknie. Osiągam cel, a to, co widzę i jak czuję, jest moim dotychczasowym „wzrokowym” sukcesem. Może to brzmi dziwnie, ale tak właśnie jest.
Twoje sesje odbywają się w różnych sceneriach — od natury po wnętrza. W jaki sposób wybór miejsca wpływa na nastrój i historię opowiadaną na zdjęciach? Czy najpierw pojawia się pomysł na sesję, czy też sceneria inspiruje do stworzenia konkretnej koncepcji?
Pierwszym i podstawowym bodźcem przed każdą sesją jest dusza kobiety i to, co w niej gra. A czasami gra w niej naprawdę dużo. Połączenie mojej fantazji z tym, jak czuję i widzę daną osobę przed sesją, jest czymś, czego do dziś nie pojmuję, bo do tej pory wszystko układa się w niebywale spójną całość. Stajemy się jednym wyobrażeniem.
Nie narzucam od razu własnej wizji. Rozmowa, którą prowadzę zazwyczaj dzień przed sesją, przybliża mnie do niej emocjonalnie, tworząc w mojej głowie konkretne miejsce i scenerię. To dzieje się niebywale szybko. Nie muszę widzieć kobiety, żeby poczuć ją w rozmowie. A potem dzieją się cuda. Takie moje małe czary-mary.
Współpraca z modelką jest kluczowa w fotografii sensualnej. Jak wygląda Twój proces komunikacji i przygotowania do sesji? Czy przed każdym spotkaniem rozmawiasz z klientkami o ich oczekiwaniach, obawach i o tym, co chcą przekazać poprzez zdjęcia?
Oczywiście. W rozmowie chłonę każdy szczegół dotyczący wyobrażeń o sesji. Nie mogę narzucać koronek, kiedy w marzeniach jest pejcz (śmiech). Jedno jest pewne – cel jest zawsze ten sam: zobaczyć siebie po sesji i na nowo się w sobie rozkochać.
Niestety, kobiety często nie wierzą lub nie chcą uwierzyć, że obraz, który zobaczą po sesji, wzbudzi w nich zachwyt. Przyzwyczaiłam się już, że kiedy oddaję zdjęcia, czytam wiadomości pełne zachwytu nad tym, co zobaczyły. To stało się filarem tego, co robię. To także przekłada się na liczbę zdjęć, które publikuję. Proszę mi wierzyć, żadna kobieta, która czułaby się na zdjęciu źle, nie pozwoliłaby na jego udostępnienie.
Twoje profile w mediach społecznościowych cieszą się ogromną popularnością. Jaki jest Twój klucz do budowania takiej angażującej społeczności wokół tak specyficznego gatunku fotografii? Czy udostępniasz jakieś materiały zza kulis, aby pokazać klientkom, jak wygląda proces pracy?
Popularność wynika z ciągłego głodu i ciekawości obserwujących mnie ludzi. To jest jak degustacja dania, do którego nieustannie dodaje się nowych przypraw. W ten sposób „fotograficznie” buduje się smak ciągłego niedosytu. Jesteśmy wzrokowcami – lubimy to, co piękne. Na moim profilu można doświadczyć „raju”, stąd to uzależnienie. Każda nowa osoba przyciąga następną, a z nimi kolejne wyrazy uwielbienia i zachwytu. Choć uważam, że to wszystko jest głównie zasługą moich kobiet. Ja tylko robię zdjęcia.
Na Twoich zdjęciach widać dużą dbałość o detale – od stylizacji po oświetlenie. Jaki element ma dla Ciebie największe znaczenie podczas sesji i dlaczego? Czy jest to naturalne światło, gra cieni, czy może konkretny rekwizyt?
„Jaki fotograf, takie zdjęcia”. Stąd moja dbałość o to, co tworzę. W tej wyjątkowej relacji „tu i teraz” – ja, aparat i fotografowana kobieta – wszystko staje się moim sprzymierzeńcem. Kobieta, którą fotografuję, zawsze musi być wytworna, kobieca. Wszystko ma znaczenie: emocje, moja energia, światło, a przede wszystkim serce. To jedyny rekwizyt, który nigdy mnie nie opuszcza i towarzyszy mi podczas każdej sesji.
Fotografia sensualna to często temat tabu. Jak podchodzisz do kwestii etyki i prywatności swoich klientek? W jaki sposób dbasz o to, żeby czuły się bezpiecznie i żeby ich zdjęcia były prezentowane z szacunkiem, a nie w sposób wulgarny?
Nie kręci mnie pornografia — to dla mnie zbyt prosta i dosłowna forma wyrażania emocji. Dużo więcej dzieje się w niedopowiedzeniu, wyobraźni, spojrzeniu, w tęsknocie.
Seksualność i ludzkie pragnienia nigdy nie były dla mnie tematem tabu — i cieszę się, że w końcu mogę pokazywać to fotograficznie, na własnych zasadach, ze smakiem, którego kluczem jest niedopowiedzenie.
Zaufanie jest absolutnym priorytetem w tym, co robię. Dbam o komfort moich klientek na każdym etapie — od pierwszej rozmowy, przez sesję, aż po decyzję, co będzie publikowane i czy w ogóle. Sensualność może być piękna, odważna, intymna, ale nigdy nie powinna przekraczać granic, których ktoś nie chce przekraczać.
Czy jest jakaś historia konkretnej kobiety, którą fotografowałaś, a która szczególnie Cię poruszyła lub zainspirowała? Czy mogłabyś opowiedzieć o jednej z takich sesji, która miała dla Ciebie wyjątkowe znaczenie?
Oczywiście, że tak. Może to nie do końca inspiracja w klasycznym znaczeniu, ponieważ to, co czuję i tworzę, mam głęboko w sobie. Ale…
Na emocjonalnym i wizualnym piedestale zawsze będzie Gosia Paszkowska. Niezwykle skromna dziewczyna. Kiedy pojawiła się u mnie na pierwszej sesji, od razu skradła moje serce. Ktoś zapyta: dlaczego właśnie ona?
Odpowiem tak: kiedy ktoś spojrzy na ciebie i uwierzy, że możesz być fotografem, dzieje się coś magicznego. I dokładnie to samo poczułam, patrząc na Gosię – od razu zobaczyłam w niej fotomodelkę.
Na początku była cicha, zawstydzona, zamknięta w sobie. Ale ja wiedziałam, że jest w niej coś więcej. Kiedy poczułam, że mogę wydobyć z niej coś głębszego niż tylko „ładne zdjęcie”, porozumiałyśmy się bez słów.
Mówią, że każdy fotograf ma swoją muzę. Podobno tak jest. A dla mnie właśnie ona stała się obiektem moich artystycznych emocji. Wymagałam od niej wiele – chciałam, by zrozumiała, co widzę i co czuję. To nie był łatwy proces, ale przyniósł piękne efekty.
Dziś inni fotografowie patrzą na nią z podziwem, chcą pokazać ją swoimi oczami, i to jest dla mnie osobisty sukces. Niech się rozwija, niech jej historia niesie się dalej – i niech pachnie tą kobiecością, którą starałam się jej przekazać w swojej wizji.
Moje „podaj dalej” wciąż trwa i wierzę, że pewnego dnia to ona uwierzy w kogoś tak, jak ja uwierzyłam w nią. Może to dziwna historia, ale dla mnie jest piękna.

Zajmujesz się także fotografią emocjonalną. Czym różni się dla Ciebie fotografia sensualna od emocjonalnej? Czy te dwa gatunki często się przeplatają w Twoich pracach?
Dla mnie fotografia emocjonalna i sensualna są naturalnie ze sobą połączone. Emocjonalna opowiada o uczuciach, które trudno nazwać, o autentyczności, wrażliwości, intymnych chwilach. Sensualna zaś nie dotyczy tylko ciała, ale tego, jak człowiek czuje się we własnej skórze.
W moich pracach te dwa światy się przenikają, bo sensualność jest dla mnie również emocją. To czułość wobec siebie, delikatność gestów, spojrzeń, obecności. To nie jest wyreżyserowana zmysłowość, tylko prawda – subtelna, ale pełna znaczenia. Cieszę się, że kobiety mogą czuć się przy mnie swobodnie, bo dzięki pełnemu zrozumieniu udaje mi się łączyć jedno z drugim: emocje i sensualność.
Jaką radę dałabyś kobietom, które marzą o takiej sesji, ale wciąż się wahają lub mają niską samoocenę? Co mogą zyskać, decydując się na taki krok, i jakie korzyści duchowe i psychologiczne płyną z takiej formy wyrażenia siebie?
Powiedziałabym im przede wszystkim jedno: zaufaj sobie i daj sobie szansę.
Sesja sensualna to nie tylko zdjęcia — to podróż w głąb siebie, odkrywanie własnej wartości i piękna, często na nowo. To moment, w którym możesz spojrzeć na siebie oczami pełnymi akceptacji i miłości.
Wiele kobiet, które się wahają, boją się ocen, niedoskonałości czy własnych kompleksów. Ale to właśnie te chwile pozwalają im przełamać lęki, zobaczyć siebie inaczej i poczuć prawdziwą moc swojej kobiecości.
Decydując się na taki krok, zyskujesz nie tylko piękne zdjęcia, ale przede wszystkim nową jakość relacji z samą sobą – większą pewność siebie, szacunek do własnego ciała i ducha oraz odwagę, by wyrażać siebie tak, jak naprawdę chcesz. To piękny i często transformujący proces, który daje siłę i inspirację na dalsze życie. Jestem dumna, że tak wiele kobiet odważyło się pokazać światu moimi oczami.
Galeria prac, zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego autorki