Bogatynia stoi u progu wielkich zmian, które dla wielu mieszkańców mają gorzki posmak. Po piątkowej wizji lokalnej nad Zalewem stało się jasne: klamka zapadła. Choć urzędnicy i eksperci sypali argumentami o „złym stanie biologicznym” i „przypadkowych nasadzeniach”, fakty są nieubłagane. Pod topór pójdzie 114 drzew, a przetarg na wycinkę został już oficjalnie ogłoszony.
Informacje, które przyszły zbyt późno, fot. Klub Radnych Bogatynia Może Więcej/Facebook.com
Podczas dzisiejszego spotkania nad wodą przedstawiono dane, które rzucają nowe światło na przyszłość terenu. Jednak zamiast pełnego entuzjazmu, w powietrzu wisiało pytanie: dlaczego dowiadujemy się o tym dopiero teraz? Wiele wskazuje na to, że gdyby rzetelna wiedza trafiła do opinii publicznej wcześniej, udałoby się uniknąć fali społecznego oburzenia.
„Zabrakło przede wszystkim komunikacji, bo gdyby te informacje pojawiły się na początku, wielu nieporozumień można byłoby uniknąć” – to najczęściej powtarzana konkluzja dzisiejszej wizji lokalnej cytowana przez Klub Radnych Bogatynia Może Więcej (BMW) w relacji z wizji lokalnej.
Dopiero teraz, pod presją czasu i ogłoszonego przetargu, mieszkańcy dowiedzieli się, że wiele drzew to efekt przypadkowych nasadzeń, które nie radzą sobie z wysokim poziomem wód. Brak transparentnego dialogu sprawił, że zamiast merytorycznej dyskusji o stanie przyrody, Bogatynia przez tygodnie żyła lękiem przed „wybetonowaniem” Zalewu.
Radni i obserwatorzy, początkowo pełni sceptycyzmu, musieli w końcu zmierzyć się z chłodną, dendrologiczną analizą. Urzędnicy przekonują, że wycinka to smutna konieczność techniczna.
„Ocena dendrologiczna wskazuje, że wiele drzew przeznaczonych do wycinki jest w złym stanie. Usuwane mają być wyłącznie drzewa chore lub bezpośrednio kolidujące z planowaną inwestycją” – tłumaczyli przedstawiciele magistratu.
Dla wielu mieszkańców to jednak gorzka pigułka. Aby mógł powstać nowoczesny amfiteatr z zadaszeniem i nowe parkingi, natura musi ustąpić miejsca asfaltowi. Projektanci starali się ocalić najstarsze, 120-letnie dęby, ale „druga liga” drzew (o obwodzie 100-150 cm) w dużej mierze zniknie bezpowrotnie.
Inwestor obiecuje, że bilans zieleni wyjdzie na plus. Plan zakłada nasadzenie 131 nowych drzew wysokiej jakości oraz ponad 1300 krzewów. Wykonawca bierze na siebie trzyletnią odpowiedzialność za ich utrzymanie, co ma gwarantować, że nowe rośliny nie podzielą losu tych „przypadkowych”.
„Jest to inwestycja wyczekiwana od wielu lat i posiadając pełniejsze informacje widać wyraźnie, że nie chodzi o wycięcie całego zalewu, lecz o przebudowę i uporządkowanie terenu z jednoczesną rekompensatą przyrodniczą” – słyszymy w kuluarach relacji BMW.
Przetarg na wycinkę, ogłoszony 31 stycznia 2026 roku, zamyka etap dyskusji. Przypominamy, że za usunięcie 61 drzew gmina będzie musiała wnieść stosowne opłaty, co oznacza że drzewa nie są "chore". Mieszkańcy, choć częściowo uspokojeni argumentami ekspertów, patrzą na oznaczone "czerwonymi krzyżykami" pnie z żalem.