Historia powojennej konspiracji na Dolnym Śląsku to nie tylko partyzanckie potyczki, ale przede wszystkim cicha i śmiertelnie niebezpieczna misja kurierów. Dla ludzi takich jak Tadeusz Pyrzanowski czy bracia Cieślowie, gmina Bogatynia i miejscowość Działoszyn stały się symbolicznymi punktami zwrotnymi – miejscami, gdzie kończyła się wolność, a zaczynała brutalna konfrontacja z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa.

Nysa Łużycka na Trójstyku granic, fot. archiwum 

Wywodzili się z różnych stron, ale łączyło ich jedno: doświadczenie walki z okupantem, hart ducha wykuty w partyzantce AK lub w niemieckich obozach zagłady oraz niezłomna wiara, że ich walka o wolną Polskę jeszcze się nie skończyła.

Szczególną rolę w powojennej historii Bogatyni odegrali bracia Tadeusz i Edward Cieślowie. Tadeusz, były więzień Auschwitz (nr 3715) i żołnierz zgrupowania „Warta”, po wojnie został kurierem II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa. Rejon Worka Turoszowskiego był dla niego strategicznym oknem na świat.

To właśnie tutaj, na styku granic Polski, Czechosłowacji i Niemiec, Tadeusz Cieśla aż 12-krotnie ryzykował życie, przekraczając nielegalnie kordon. W 1945 roku, dzięki brawurowej współpracy z Francuską Misją Repatriacyjną, zdołał zorganizować transport pociągiem z Katowic, którym przez Czechosłowację wywieziono na Zachód 250 osób zagrożonych represjami.

Tragiczny finał misji kurierskiej Tadeusza Cieśli rozegrał się w listopadzie 1949 roku. 12 listopada podjął on próbę przejścia granicy w rejonie gminy Bogatynia – Zittau. Choć wpadł na patrol Wojsk Ochrony Pogranicza, zdołał uciec. Jednak fatum dopełniło się dzień później. 13 listopada 1949 roku został aresztowany w Działoszynie. Ta mała miejscowość pod Bogatynią stała się ostatnim przystankiem na jego drodze wolnego człowieka.

Podobny los spotkał innego bohatera tamtych lat, Tadeusza Pyrzanowskiego. Ten wybitny dowódca i kawaler Orderu Virtuti Militari również wpadł w ręce bezpieki w okolicach Bogatyni w 1949 roku. Pyrzanowski, który wcześniej zdołał uciec do amerykańskiej strefy okupacyjnej, wrócił do Polski z poczucia obowiązku wobec swoich żołnierzy. Został oskarżony o szpiegostwo i skazany na dożywocie.

Losy tych bohaterów, choć splecione bogatyńskim szlakiem, miały różny finał w murach komunistycznych więzień. Tadeusz Pyrzanowski przetrwał lata brutalnych przesłuchań i więzienia, choć do lat 70. był inwigilowany przez SB jako „amerykański szpieg”. Jego rodzina przez dekady odczuwała skutki jego postawy – synowi uniemożliwiono naukę, a on sam nigdy za życia nie odebrał zasłużonego orderu.

Dla braci Cieślów system nie miał litości. Tadeusz, po aresztowaniu w Działoszynie, został skazany na śmierć i stracony w więzieniu na Mokotowie w 1952 roku. Wyrok wykonano metodą katyńską – strzałem w tył głowy. Jego brat Edward, który desperacko próbował zdobyć środki na wykupienie brata z rąk UB, został zdradzony i rozstrzelany miesiąc później w Opolu.

Dziś, patrząc na spokojne krajobrazy Działoszyna i Bogatyni, trudno uwierzyć, że to właśnie te pola i lasy były areną walki o najwyższą stawkę. Każdy z tych mężczyzn mógł wybrać bezpieczne życie na Zachodzie, jednak wybrali ryzykowny powrót na szlaki powiatu zgorzeleckiego.

Pamięć o ich obecności na naszym terenie jest nie tylko lekcją historii o „Żołnierzach Wyklętych”, ale też przypomnieniem, że wolność, którą dziś się cieszymy, rodziła się w dramatycznych okolicznościach właśnie tutaj – na styku granic, w cieniu wież strażniczych i pod okiem bezwzględnych funkcjonariuszy bezpieki. Bohaterowie tacy jak Pyrzanowski i bracia Cieślowie na zawsze wpisali Bogatynię w kronikę walki o niepodległą Polskę.

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.