Podczas gdy w Bogatyni od dekad brakuje przemyślanych, kompleksowych inwestycji mieszkaniowych, tuż za naszą południową granicą lokalne samorządy działają z rozmachem. Czeski Frýdlant właśnie ogłosił plan budowy gigantycznego osiedla na 80 domów. Z kolei sąsiedni Český Dub, po początkowych problemach z deweloperami, zorganizował e-aukcje dla mieszkańców i zarobił miliony, samemu budując infrastrukturę. Dlaczego u nas wciąż panuje budowlany paraliż?

Frýdlant szuka dewelopera: Wizja nowej dzielnicy na 80 domów, fot. Miasto Frýdlant 

Jak informują regionalne media z Kraju Libereckiego, władze Frýdlantu – miasta położonego zaledwie kilka kilometrów od Bogatyni – wygospodarowały ogromny obszar na obrzeżach miasta, przy wyjeździe w kierunku miejscowości Nové Město pod Smrkem. W lokalizacji znanej jako Novoměstská ma powstać nowoczesna dzielnica mieszkaniowa licząca aż do 80 domów jednorodzinnych.

Rada Miasta oficjalnie ogłosiła zamiar sprzedaży tych gruntów w formie tzw. projektu deweloperskiego. Czesi podeszli do tematu bardzo pragmatycznie:

„Wybrany w przetargu inwestor będzie musiał na własny koszt wybudować całą infrastrukturę techniczną, a w szczególności: wodociąg, kanalizację, oświetlenie publiczne, drogi oraz pozostałe sieci przesyłowe. Projekt musi bezwzględnie szanować opracowane już studium uwarunkowań przestrzennych oraz obowiązujące przepisy” – informują władze Frýdlantu na swojej stronie internetowej.

Zainteresowane firmy deweloperskie mają czas na składanie ofert do 29 maja 2026 roku. Wiceburmistrz Frýdlantu, Jiří Stodůlka (ODS), mocno wierzy w sukces tego przedsięwzięcia i otwarcie tłumaczy, dlaczego miasto nie chce budować osiedla samodzielnie od zera:

„Z własnych doświadczeń wiem, że miasto zawsze buduje wszystko drożej niż prywatny inwestor” – przyznaje Stodůlka.

Co ciekawe, czescy samorządowcy mają już gotowy „plan B”. Jeśli nie uda się wyłonić jednego dużego dewelopera, miasto zrealizuje projekt etapami na własną rękę: wybuduje drogi i sieci, a następnie będzie sprzedawać pojedyncze, w pełni uzbrojone działki indywidualnym inwestorom.

Że taki „plan B” działa znakomicie, udowadnia przykład innego pobliskiego miasteczka – Český Dub. Tamtejsza radnica już w 2023 roku próbowała znaleźć dewelopera do budowy osiedla na 55 domów w lokalizacji na Zhůrách. Za teren o powierzchni niemal 10 hektarów miasto żądało minimum 138,8 miliona koron (w przeliczeniu ok. 24 milionów złotych).

Przetarg powtarzano trzykrotnie, jednak nie zgłosił się żaden chętny deweloper. Wtedy burmistrz Jiří Miler podjął odważną decyzję: miasto wzięło na siebie budowę dróg i sieci inżynieryjnych, a grunt podzielono na pojedyncze parcele i wystawiono na sprzedaż mieszkańcom w elektronicznej aukcji.

Efekt? Eksplozja zainteresowania. Do licytacji trafiły działki o wielkości od 701 do nawet 3195 metrów kwadratowych. Ceny wywoławcze wahały się w granicach od 2,23 miliona do 6,527 miliona koron (ok. 380 tys. – 1,1 mln zł) za parcelę.

E-aukcje ruszyły 1 marca i w niecałe dwa tygodnie wyprzedano niemal wszystko! Zostały zaledwie trzy największe działki, na które nikt nie złożył oferty, ale burmistrz wierzy, że i one szybko znajdą właścicieli. Co więcej, część działek wróci do ponownej licytacji, ponieważ niektórzy zdeterminowani kupcy licytowali i wygrali więcej niż jedną nieruchomość, z których teraz muszą zrezygnować.

A w Bogatyni? Systemowa pustka i odpływ młodych. Te liczby i determinacja czeskich sąsiadów pokazują, jak wielka przepaść dzieli nas od nich w podejściu do rozwoju lokalnego. W Bogatyni od lat nic nie buduje się systemowo. Podczas gdy sąsiedzi tworzą e-aukcje, uzbrajają hektary ziemi i przyciągają kapitał, u nas młode rodziny nie mają gdzie mieszkać.

Nie ma przygotowanych stref mieszkaniowych – gmina nie oferuje kompleksowo uzbrojonych działek z doprowadzonymi drogami, wodą i prądem, na których mogłyby powstawać spójne architektonicznie osiedla.

Budownictwo stoi w miejscu – rynek deweloperski praktycznie nie istnieje, a budownictwo komunalne to kropla w morzu potrzeb. Wszystko opiera się na prywatnej, partyzanckiej walce mieszkańców z biurokracją i brakiem infrastruktury.

Brak dialogu biznesowego – bogatyński samorząd, mimo posiadania środków i gruntów, nie potrafi skutecznie wyjść do inwestorów tak jak Frýdlant, ani wdrożyć nowoczesnych narzędzi sprzedaży (jak wspomniane e-aukcje).

Wydarzenia zza miedzy powinny być dla bogatyńskich urzędników zimnym prysznicem. Frýdlant i Český Dub udowadniają, że popyt na domy i mieszkania w naszym regionie jest ogromny – ludzie chcą tu żyć, ale potrzebują do tego warunków. Jeśli Bogatynia nie obudzi się z inwestycyjnego letargu, nie stworzy systemowego programu wsparcia mieszkalnictwa i nie zacznie uzbrajać działek pod budowę domów, transformacja energetyczna dokończy dzieła wyludnienia miasta.

Nasi mieszkańcy po prostu spakują walizki i kupią gotowe działki kilkanaście kilometrów dalej – we Frýdlancie. Czas zacząć uczyć się od sąsiadów, póki nie jest za późno.

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.