Od kilku dni uwaga kierowców w całym regionie przygranicznym skupiona jest na polskich stacjach paliw. Po decyzji rządu o wprowadzeniu tarcz antyinflacyjnych i zamrożeniu cen, tankowanie w Polsce stało się dla naszych sąsiadów wyjątkowo opłacalne. Choć czeskie i niemieckie media informują o „paliwowej okazji”, a Radio Wrocław ostrzega przed możliwymi limitami dla obcokrajowców, rzeczywistość w Bogatyni różni się od tej ze Zgorzelca.

Fot. archiwum 

Decyzja rządu, błyskawicznie zatwierdzona przez parlament i podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego, odbiła się szerokim echem u naszych sąsiadów. Regionalne portale, takie jak Liberecký deník, z aptekarską dokładnością wyliczają: litr benzyny Natural 95 kosztuje obecnie maksymalnie 6,16 zł, a olej napędowy 7,60 zł. Dla Czechów i Niemców to oszczędność rzędu kilku złotych na litrze, której nie są w stanie przebić nawet najtańsze stacje w ich krajach. Podobne wyliczenia pojawiły się na wszystkich regionalnych portalach informacyjnych, zarówno czeskich jak i niemieckich.

Jak informuje Radio Wrocław, tak duża dysproporcja cen budzi jednak obawy o stabilność dostaw dla rodzimych kierowców. Wiceminister energii Wojciech Wrochna wprost przyznaje na antenie rozgłośni, że rząd monitoruje sytuację i może wprowadzić kroki ochronne.

— Będziemy oczywiście reagować, w zależności od tego jakie będą ku temu potrzeby, po to, żeby to polscy obywatele byli beneficjentami tych wprowadzonych zmian, bo na tym nam zależało i po to, to zrobiliśmy — zapowiedział wiceminister Wrochna w rozmowie z Radiem Wrocław.

Jako przykład podaje się Słowację, która zdecydowała się na radykalne kroki: wyższe ceny dla cudzoziemców oraz limity ilościowe przy dystrybutorach. Na razie polskie obniżki mają obowiązywać do końca czerwca, ale ich przyszłość zależy od skali „turystyki paliwowej”.

Mogłoby się wydawać, że Bogatynia – miasto otoczone granicami – stanie się epicentrum tego zjawiska. Tymczasem, ku zaskoczeniu wielu, na tutejszych stacjach nie widać dantejskich scen. Ruch jest zwiększony, ale nie paraliżuje on miasta. Lokalni mieszkańcy twierdzą, że specyficzne położenie sprawia, iż napływ sąsiadów rozkłada się równomiernie. W Bogatyni nie zauważa się „nadmiernej ekspansji” przyjezdnych, która utrudniałaby życie mieszkańcom.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Zgorzelcu. Tam bliskość autostrady A4 i licznych przejść granicznych sprawiły, że miasto niemal „zakorkowało się” samochodami na zagranicznych tablicach. W Zgorzelcu turystyka paliwowa jest agresywna i wszechobecna – od kolejek blokujących pasy ruchu, po interwencje służb.

Dla kierowców z Liberca czy Żytawy Bogatynia pozostaje na razie spokojną przystanią, gdzie tanie paliwo jest dodatkiem do zakupów w marketach. Jeśli jednak rząd zdecyduje się na wprowadzenie limitów, o których wspomina Radio Wrocław, krajobraz przygranicznych stacji może się diametralnie zmienić w ciągu kilku dni. Na ten moment Bogatynia zachowuje jednak zdrowy rozsądek, obserwując paliwową gorączkę z pewnym dystansem.

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.